Nie tak popularny terror laktacyjny tylko horror. Horror przez który niezaradna mama przeszła w pierwszym miesiącu karmienia. Moje dziecko na początku nie chciało jeść z piersi. Swoimi wyczynami przy piersi przegoniło 2 położne, doprowadziło na skraj załamania nerwowego mamę, zaniepokoiło tatę i pół rodziny. Oczywiście, usłyszałam diagnozę, że dziecko jest za leniwe i woli butelkę. Wtedy w nią naiwnie wierzyłam, teraz jestem oburzona, że moje maleństwo zostało określone mianem lenia. No bo, czemu jest winne głodne dziecko, które nie ma jeszcze wypracowanego odruchu ssania i jest przystawiane do wciągniętej brodawki? Czy to jest lenistwo? Że próbuje jeść i nie leci, bo kanaliki są nie drożne? To tak jakby kazać nam jeść sypki ryż pałeczkami, gdy trzęsiemy się z zimna. Też można stwierdzić, że jesteśmy leniwi. Ale po mimo dziwnych teorii, jakoś ten problem trzeba było zniwelować. Więc było eksperymentowanie, próbowanie, kombinowanie, mój mąż prawie został konsultantem laktacyjnym. W końcu się udało. A ten ciężki okres pozwoliły mi przetrwać 3 rzeczy:
- świadomość, że laktacja kiedyś się stabilizuje - odliczałam dni do końca tego okresu przejściowego i gdyby nie świadomość, że laktacja się stabilizuje po 4-6 tygodniach, dawno moje dziecko wspierałoby finansowo producentów mleka modyfikowanego.
- lekarz pediatra - który stwierdził, że przyczyną niechęci jedzenia z piersi jest zatkany nos mojego maleństwa. Po odetkaniu nosa zadziałało w 50%, czyli zaczęła jeść z jednej piersi.
- zastoje - paradoksalnie pomogły, bo zmusiły do odciągania pokarmu i rozruszały laktację. Ale miałam moment, że w gorączce chciała iść po leki na wstrzymanie laktacji, bo stwierdziłam, że po co dziecku mama z gorączką, która się trzęsie i nie może wstać by je przewinąć. I tu pomógł widok dziecka karmionego mlekiem modyfikowanym - nie wiem czy maluch ma taką budowę, czy trochę się spasł na tym mleku, ale nie chciałam by moje tak wyglądało.
Po mniej więcej miesiącu sytuacja się unormowała i horror laktacyjny przeszedł w normalne karmienie. Tak dobre, że mogę nawet karmić na ławce w parku. Dziś pamiętam z tego okresu co raz mniej i dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz